Świat wg Małgorzaty czyli wieczny Blue Monday

19 maja 2017

Zwykły dzień tygodnia – dzieci rozwożę do szkoły, około 8.30 wchodzę do pustego mieszkania. Nie jadę do firmy, przecież mogę pracować na komputerze w domu. Kiedyś zapowiedziałam, że tak będzie lepiej dla dzieci, ergonomicznie. Dziś trudno ukryć, że tak jest, ponieważ nie mam po co jeździć do firmy. Zero zleceń. Czuję się jak w Blue Monday, choć ten minął już dawno. Nie bardzo chcę spojrzeć prosto w oczy  perspektywie kolejnego roku zawodowego. Największym rozczarowaniem jest własna słabość. Miniaturowość woli. Jeszcze dekadę temu czułam siłę, pewność, że jak nie ja, to kto? Dziś porównanie z innymi wypada beznadziejnie. Jestem małym zepsutym trybikiem, słabym, niepotrzebnym, niezarabiającym na siebie czymś… Blue Monday, Blue Monday

Mój najsmutniejszy poniedziałek trwa od dwóch lat i pokonuje mnie co dzień. Ogłaszam znajomym, że wreszcie zajęłam się tym, na co nie miałam czasu całe zawodowe życie – rodziną. Mówię to dumnie, ale oczy kłamią.

Nie przekładam się na pensję, więc mnie nie ma…

 

Powrót