Świat wg Henryka czyli wielki nieobecny

14 sierpnia 2017


Ojciec był ze mną na każdym zdjęciu. Trzymał na rękach lub za rękę. Byłem jego dumą, pierworodnym. Jednak, a całkiem dobrze to pamiętam, nie bawił się ze mną nigdy. Nie pozwalał zapraszać kolegów z klasy, bo było za głośno i robiliśmy bałagan. Nigdy nie grał ze mną w nogę, mimo, że mieliśmy ogródek wokół domu. Tam nie wolno było kopać piłki, bo mogła „połamać kwiaty”, „pobrudzić elewację”.

W tygodniu wracał późno, a sobota była dniem jego pracy w ogrodzie. Zaraz po śniadaniu zaczynał kosić, przycinać, sadzić i tak do wieczora. Później krzyczał, że mi się nudzi, a on w moim wieku umiał się bawić „niczym”. Nie opowiadał bajek na dobranoc ani innych, ciekawych historii. Siedział przy mnie w milczeniu. W niedzielę naprawiał co się da – w domu wszystko było sprawne i zadbane. Żadnych przepalonych żarówek, trzeszczących drzwi.

Dziś trzymam na rękach swojego ledwo co narodzonego synka. Maleńki, obiecuję, że choćby cały dom wymagał poprzykręcania śrubek, a trawa była po kolana – jesteś dla mnie całym światem.

Powrót